Nieznane powszechnie przyczynki z dziejów odległych 6c

To znowu ja. Dałem trochę odpocząć i teraz bezlitośnie przystępuję do dalszego przynudzania, kontynuując temat szarych eminencji. Temat jest bardzo szeroki, więc ograniczę się do dwóch zasadniczych przypadków dotyczących Polski. W pierwszym postaram się wyłożyć, że kardynał krakowski, Zbigniew Oleśnicki, jednak za szarą eminencję uchodzić nie może, jak się powszechnie mniema. Drugim wątkiem będzie, to, kto tak naprawdę rządził Rzeczypospolitą za Zygmunta III Wazy.

Zanim do rzeczy przystąpię pozwolę sobie zapowiedzieć następny swój wątek, gdzie będzie o dwóch szarych eminencjach płci nadobnej, które rozwaliły system, co doprowadziło do rozbicia dzielnicowego, po śmierci Bolesława Krzywoustego. Tym samym będę chciał wykazać, że osąd, iż testament tego księcia doprowadził do katastrofy zwanej rozbiciem dzielnicowym, jest nie tylko stereotypem, ale całkowicie błędnym mniemaniem, Ale o tym potem.

A teraz zajmijmy się głównym opozycjonistą króla Władysława Jagiełły, czyli Zbigniewem Oleśnickim. Drugą osobą, pod względem ważności w państwie. I pierwszym polskim kardynałem.
Życiorysu i przebiegu kariery naszego bohatera oszczędzę, bo to nudy, a nasze forum, to nie katedra uniwersytecka, a ja żadnym profesorem nie jestem. Ale nadmienię, że duchowny ten urodził się w Siennie niedaleko Oleśnicy w 1389 roku pańskim, 5 kwietnia. Jego ojcem był rycerz znamienity, Jaśko, wielkorządca litewski i główny sędzia krakowski. Mamusia, o, ile pamiętam, na imię mała Radochna, czy jakoś tak.

Kto czytał “Krzyżaków”, ten wie, kto uratował życie królowi samemu podczas batalii grunwaldzkiej. Ów epizod bitewny opisał Jan Długosz na długo przed Sienkiewiczem.
A było to tak, że w którejś fazie bitwy, jakiś oddział krzyżacki przecwałował obok wzgórza, z którego dowodził Jagiełło. I z tego oddziału jednemu tak odbiło, że zaatakował orszak królewski. Królewskie oznaki były zwinięte, a mimo to, on jeden chyba zauważył, czy nawet rozpoznał osobę króla i samojeden zaatakował. Ten brat zakonny nazywał się Diepold von Koekritz. Kiedy wpadał już do orszaku, mijał młodego sekretarza królewskiego i ten młodzieniec czymś twardym, co miał w ręku, zapierdzielił desperata w plecy. I to tak solidnie, że atakujący z konia się zwalił. Natenczas podano włócznię królowi i ten łaskawie w majestacie swoim, pchnął leżącego, ponoć w głowę, a reszty dopełnili inni. Uznano potem, że młody sekretarz uratował władcy życie. Nietrudno się domyśleć, że wybawcą był Zbigniew Oleśnicki.

Po kilku latach, Oleśnicki tym biskupem krakowskim został wreszcie. Na Polskę, niestety miał inną wizję, niż Jagiełło, który praktycznie nie miał żadnej, ale uparciuchem był totalnym. Stworzyły się dwie równoważnie siły polityczne, królewska i biskupia. I póki żył Jagiełło wychodziło na remis.

A jaką Oleśnicki miał wizję polityczną, do której dążył? Ano chciał Polski imperialnej, potężnej militarnie, ale podporządkowanej Stolicy Apostolskiej, czyli papieżowi. Władca państwa, według biskupa, miał być wykonawcą rozkazów papieża.

I miał swoich zwolenników. Ale przeciwnicy tej koncepcji też mieli swą siłę i tak to się toczyło do śmierci króla, że obaj sobie kłody pod nogi rzucali. Oleśnicki nawet nie wahał się oficjalnie nazywać swego króla poganinem. Gdy za ścianą wybuchło powstanie husytów, cała ta kałamania nabierała wręcz absurdalnych rozmiarów. W każdym razie, duża zasługa biskupa jest w tym, że Polska nie skorzystała ze wspaniałych koniunktur politycznych, jakimi były; całkowite zlikwidowanie Zakonu Krzyżackiego, uzyskanie szerokiego dostępu do morza i odzyskanie dużej części Śląska. A było to na wyciągnięcie ręki. Żeby być sprawiedliwym, to i pierdołowatość Jagiełły też tu znaczenie miała.

Ale to jeszcze nie było najgorsze. Kiedy zmarł Jagiełło, władzę na czas obioru nowego króla objął już wtedy kardynał Oleśnicki.
Kandydatów na tron było dwóch synów Jagiełły; Władysław i Kazimierz. Ten pierwszy gejem był. Stronnictwo nieżyjącego już króla forsowało Kazimierza, kardynał Władysława,który bardzo posłuszny mu był, czego o tym pierwszym powiedzieć nie można było. Ponieważ Oleśnicki wtedy miał pełnię władzy, wygrał, a zorganizowany bunt przez rycerza, Spytka z Melszytna, zdławił szybko, bez większego rozlewu krwi.
Następcą Jagiełło stał się Władysław III. I dopiero od tej pory, Oleśnickiego można uznać za szarą eminencję.

To on doprowadził do tego, że Władysław został też królem Węgier, co stało się dla Polski katastrofą finansową, ponieważ, dzięki kardynałowi cały ciężar finansowy tej koronacji poniosła Polska. Za polską kasę na Węgrzech trzeba było pokonać tamtejszą opozycję. I to też nie jest kartą chlubną w naszej historii. To jeszcze pikuś. Bo najtragiczniejszym, skutkiem poczynań Oleśnickiego była owa niesławna awantura pod Warną. 1444. Nie dość, że kompletna klapa militarna i śmierć najlepszych polskich rycerzy, to także na polski koszt ekonomiczny. O tym wydarzeniu, chciałbym napisać osobno.

I znów nastało bezkrólewie, bo Oleśnicki nie bardzo chciał Kazimierza na tron, bo ten z kolei jego zwolennikiem nie by. oj nie był. Pogrom pod Warną osłabił, jednak, pozycję polityczną kardynała na tyle, że po wielu drakach, nie tylko z Oleśnickim, ale i Litwinami, Kazimierz tym polskim królem został, a mało brakowało, by do wojny polsko – litewskiej nie doszło. Tak, tak. A po objęciu władzy przez Kazimierza Jagiellończyka, Oleśnicki odszedł w polityczny niebyt i zmarł samotnie w Sandomierzu w 1455.

I nastał dla Polski, wiek srebrny. Jeżeli, ktoś Wam będzie mówił, że złoty, to mu nie wierzcie. Takiego w polskich dziejach nie było.

To by było na tyle. Jutro ciąg dalszy o tym, co podałem w zapowiedzi, czyli co nieco z czasów Zygmunta III.

avatar
4096
  Subskrybuj  
Powiadom o